wszyscymogatojatez blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2009

Bdanaia na pweynm anelgiksim uneriwstyecie wyzakały, że nie ma znczeania, w jaikej kleojności napsziemy lietry wenąwtrz wryazu, blye tlkyo pirwesza i otstaina lreira błyy na woiwch mijsecach. Rtszea mżoe być dolnowoie poszamiena, a mmio to bedzmięy w stniae pczyrzetać tkest bez wikszęego prleobmu. Diezje się tak daltgeo, że nie cztaymy kzadej z lteir odelndziie, ale wrayz jkao cłoaść.

P.S. Mama mówi, że za każdym razem jak wracam do domu, jestem coraz bardziej dziurawa… Nie chodzi jej o mój mózg, ale o dziurki w ciele (bez skojarzeń, zboczuchy!;P) A dokładnie o kolczyki w uszach. Ciekawe, co zrobi, jak wrócę kiedyś z kolczykami na twarzy:D

To miała być notka skrajnie negatywistyczna, bo po dzisiejszym dniu pozostał we mnie jedynie niesmak i ani kąska pozytywu tam nie znajdziecie, choćbyście nawet przegrzebali me jelita. Mój szef naoglądał się telenoweli i stwierdził, że chce mieć niewolnicę, a jeszcze lepiej dwie. Ja i B. wygrałyśmy ten casting i z „pracownic” awansowałyśmy na „Izaury”, ot co! Choć ja czuję się jak żuczek-gnojowniczek, na którym szef wyładowuje swoje napięcie i niespełnione ambicje. I przygniata go tak i dusi… „O nie!” – pomyślałam – „nie pozwolę ci na to! Nie będę chodziła z pękniętym pancerzykiem!” I szukam nowej pracy, o!  

Wyczerpana nerwowo, duchowo, fizycznie i w każdy inny możliwy sposób, sięgnęłam śmiało po czekoladę i czerwoną herbatę (którą kolega G. określa płynem hamulcowym, ignorant jeden, wiesz, że o Tobie mówię, więc się teraz nie wypieraj) i znalazłam się po radosnej stronie życia.

Ej no, jestem oburzona. Przeszkody stoją na mojej drodze do tytułu magistra…
Zgłodniała wiedzy, wyruszyłam w podróż do Biblioteki Śląskiej, intelektualnej dumy górniczego regionu. Po usunięciu przeszkód organizacyjnych (musiałam wyrobić kartę, zamówić internetowo książki, odczekać 45 minut w czytelni na te właśnie książki), przystąpiłam do zgłębiania tematu. Zakończyło się to po półgodzinie, gdy zapytałam, czy mogę skorzystać z ksero. Gdy usłyszałam cenę, nogi się pode mną ugięły, a przed oczami pojawiła się mgła. 40 groszy za stronę?! A ja ich miałam kilkadziesiąt! Gdy osłabienie przeszło, zebrałam się w sobie i zripostowałam się czytelniarce (pani pracującej w czytelni) pytaniem, czy można tu robić zdjęcia. Potwierdziła. Więc z godnością odłożyłam książki na biurko i wyszłam.
Wrócę uzbrojona w aparat cyfrowy. Nikt i nic nie powstrzyma mnie przed spełnieniem intelektualnym!

Niedawno zostałam uraczona powalającą dawką emocji. Naprawdę. Mianowicie, obejrzałam naprawdę fascynujący teledysk. Treść powszechnie znana wszystkim dojrzałym (i niedojrzałym) ludziom, choć nieco bulwersująca. Otwarcie się przyznam, widziałam już podobne etiudy filmowe. Jednak w formie teledysku zdarzyło mi się to pierwszy raz.

Jestem naprawdę zachwycona GŁĘBIĄ tego teledysku, nie spodziewałam się, że panowie z Rammsteina są w stanie dokonać czegoś tak nowatorskiego, niepospolitego. Uchwycili prawdę o ludzkim istnieniu, dobitnie scharakteryzowali czasy, w jakich żyjemy, wspięli się na SZCZYTY pomysłowości. Teledysk mówi o tym, że w życiu najważniejsze nie są pieniądze, kariera, powodzenie u płci przeciwnej, ale UCZUCIA! U-CZU-CIA!!! Prosta prawda, lecz jakże często spychana w niepamięć, wyrażona za pomocą prostego przekazu telewizyjnego.
Niestety, wątpię, aby było nam dane obejrzeć to na VIVIE czy MTV, ponieważ stacjami tymi rządzą ludzie pozbawieni moralności i nie chcą oni prezentować teledysków promujących uniwersalne wartości.
Zainteresowanych odsyłam więc do Internetu i wyszukiwarki Google. Należy wpisać: Rammstein German Pussy. Nie wiem, czy znajdziecie to YouTube, ale tu powinna Wam wyskoczyć strona, na której odnajdziecie ten GŁĘBOKI  teledysk, który zajmie ważną POZYCJĘ w Waszym życiu.

Na początku chciałabym wszystkich bardzo serdecznie powitać w imieniu swoim własnym. Oto ja, autorka tego oto bloga. Ta-daaam!
Do założenia go skłoniło mnie kilka rzeczy, które będą tematem niniejszego postu. A żeby było inaczej niż zwykle, zacznę od najmniej ważnych.
1. Wszyscy teraz mają bloga, to ja nie będę gorsza, a co! Skoro jest taka moda, to się będę lansować, aby nie wypaść z towarzyskiego obiegu.
2. Jak wszyscy anonimowi użytkownicy internetu, chcę podzielić się z internetową gawiedzią moim prywatnym życiem i jego intymnymi szczegółami. Pragnę także, aby wszyscy, którzy będą go czytali, wiedzieli, że jam jest zajebista persona. Od czasu do czasu strzelę jakimiś gorzkimi żalami, coby Wam za słodko nie było;P
3. Bloga założyłam zaispirowana pięknym w swej prostocie, a jednak nie pozbawionym przenikliwości i inteligentnego humoru blogiem mojej koleżanki z pracy, Cukerra. O, Wielka Katarzyno, jesteś niedoścignionym wzorem!:D
4. Ostatnim i najważniejszym argumentem, który spowodował to, co właśnie macie przed oczami, było wino wypite z moją Teśką. I to nie byle jakie, ale z tych droższych za 6,50 zł:D Alkohol podrażnił me delikatne szare komórki, a fałszywe dźwięki wydobywające się z naszych gardeł w rytm zapomnianej już piosenki, poruszyły struny mego serca. I ta kompilacja zrodziła to cudne dzieło. Dobrze, że w ogóle o nim pamiętałam;P
Myślę, że dzięki niemu uda mi się uszczęśliwić populację ludzką, ograniczyć emisję spalin oraz zminiejszyć dziurę ozonową. Dziękuję.

P.S. Teśka, mimo alkoholowego zamroczenia, narysowała mi (prosto!) przepiękny plakat:) Obiekywnie patrząc, to był najpięknieszy plakat w całej grupie (a nikt inny nie rysował go z kieliszkiem w ręku). Oznacza to, że Teśka jest niezwykle uzdolnioną jednostką (zresztą, z innymi ja nie utrzymuję kontaktu). Od razu się na niej poznałam! Zastanawiam się, czy sobie tego osławionego plakatu nie powiesić na ścianie… Ale po co mi harmonijny rozwój psychoruchowy dziecka?:P


  • RSS