wszyscymogatojatez blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2010

Pierdolony dryf.

Zastanawiam się nad zmianą orientacji. Lesbiją chyba będę. Albo co najmniej biseksem.

Ja chcę na Alaskę. Chcę mieć chałupę zakopaną po okna w śniegu, w środku kominek i nieskończone zapasy wina i czekolady. W ramach rozrywki będę sobie odśnieżać dach i posypywać solą schody. I będę hodować pingwiny (w początkowym natchnieniu miały być króliki, ale tam by chyba nie wytrzymały, chyba że są takie specjalne króliki polarne) i dzikie białe niedźwiedzie. I będę chodzić w futrze z pingwina, będę jeść ich mięso, a z reszty zrobię sobie biżuterię. Spać będę na miśku, bo to będzie mój prywatny grzejnik, duży, miękki i ciepły. Tylko ja i niedźwiedź, Tadeusz imię jego będzie brzmiało. I będę mieć w dupie wszystkich i wszystko, i będę tylko ja i moje pingwiny i niedźwiedzie, a odezwę się tylko raz na jakiś czas do jakiegoś zabłąkanego Eskimosa.
A Ola będzie hodować kozy w Mozambiku i tam będę jeździć na zimowe ferie.

„nie wiem więcej niż kiedyś wiedziałam, odpowiedzi na pytania nigdy nie poznałam” To znaczy, że jestem zbędnym ogniwem chorej ewolucji, o!

Transwestytą też mogę być.

Było piknie:) Na koncercie Comy, rzecz jasna:) Ahhh… Gdyby nie moje spuchnięte kolano wielkości półdupka pawiana byłoby jeszcze wspanialej, no ale ja zawsze muszę się uszkodzić w najbardziej nieodpowiednim momencie, to taka wada oprogramowania. Jazda na rolkach nie jest bezpiecznym sportem, oj nie. Wrócmy jednak do głównego tematu.
Kocham tego Roguca i tyle. On mnie też, tylko jest nieśmiały. Na następnym koncercie już mi się oświadczy:D
Ale było piknie! Nigdy nie przypuszczałam, że zdeptane stopy, poobijane ręce, plecy i nerki mogą dać tyle radości. Nie wiedziałam również, jakim cudnym uczuciem jest być mokrym od potu swojego i kilkudziesięciu innych ludzi; jak ich odpychasz w koncertowym uniesieniu (i w lekkim strachu przed zmiażdżeniem), a ich pot się rozpryskuje na boki… I nawet podoba mi się to uczucie lepkości po wyjściu na zewnątrz. A już butelka zimnej wody ze stacji benzynowej – bezcenne. Ahhhh, co się ze mną dzieje, chyba młodnieję…:D Cudnie, cudnie, cudnie!
Kaś – kobieta biznesu, pracownica AKS-u, pokazała swe prawdziwe oblicze. To, że wydziera się głośniej od Roguca, to wiedziałam i byłam na to przygotowana. Ale żeby tak ją poniosło, że jak przysłowiowy Marcowy Zając pohasała w pogo… No, to był odważny czyn. Podziwiajmy ją wspólnie. Ta chwila zapomnienia kosztowała ją 3 dziury na zebrze. Koszulce zebrze. Ale Kaś sprytną bestią jest i sobie poradzi (jeśli Ania nie zauważy);P   
Niemniej, po koncercie moje kolano przypomina już całą dupę pawiana.
Miałam jeszcze napisać coś mądrego…
Aha. Było cuuuuudnie:)


  • RSS