wszyscymogatojatez blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2010

Ha! Taki opis dałam sobie dziś na GG. I co? Po angielsku DŻI-AJ-DŻO, po polsku JA-JO. Drodzy miłośnicy mojej twórczości, wiekopomny dziś dzień. Taaak, 21. 07. 2010. Proszę sobie zapamiętać. Otóż:


JESTEM BEZROBOTNA.

Nie, nie, nie! Otrzyjcie łzy, utulcie żale, usuńcie gorycz z serc Waszych! Kochani! Bezrobocie piękna sprawa. Nawet tak niespodziewane. Spójrzmy, co kryje się w tym słowie: wcale nie smród starego moczu,  nie zaschnięte ekskrementy w gaciach, nie karton na chodniku ani nawet stukot zbieranych puszek! O nieee! Proszę Państwa, takie rozumienie tego wzniosłego słowa jest prymitywne! Troglodyckie! Barbarzyńskie! Czytelniku, zatrzymaj się na chwilę, poddaj to głębszej refleksji i zastanowieniu. Tak właśnie. Uwolnij wyobraźnię. Bezrobocie. BEZROBOCIE. BEZ-RO-BO-CIE. Co ukazało się przed Twoimi oczami? Tak! Oto ptak szybujący po bezkresnym niebie! Oto wiosenny deszcz, niosący życie po niszczącej zimie! Oto tlen docierający do zmęczonych komórek! Wolność! Niezależność! Swoboda! Niezawisłość! Samodzielność! Samostanowienie! Niepodległość! AUTONOMIAAAA! Tak, bezrobocie piękna sprawa, nie ma nad czym debatować. Bezrobocie byłoby idealne, gdyby nie jeden mały szkopuł. Nie daje pieniążka. Ani dwóch pieniążków. I co teraz, co robić w tych naszych kapitalistycznych czasach? Wyjść jest kilka, choć nie wszystkie legalne i moralne. W Lottka nie wygram, bom ynteligenta. Ciała swego sprzedawać nie będę, bo to grzech, poza tym nikogo nie byłoby na nie stać. Chyba więc zacznę szukać innej pracy. Albo przejdę na dietę wysokowapniową i będę lizać ściany i obgryzać tynk:D To podobno dobrze robi na cerę:D 

Tak. Jestem wolna. Niezależna. Swobodna. Niezawisła. Samodzielna. Niepodległa. Autonomiczna. I zrozpaczona.
 
Kuwa no. Zostałam zdegradowana. Cieszę się, że nie będę musiała oglądać tego śmierdzącego CH. Ale już nie jestem Queen of Spinka!!! Mój Boże, tak nagle pozbawiono mnie berła! Korony! Królestwa! Co tam, i tak tego nienawidziłam, nigdy w życiu nie założę żadnej spinki. Ani gumki. Nawet podczas dźigi-dżigi:D Bądźmy jednak poważni. Co z moimi kamratkami (jakby to powiedziała Cukrzyk)? Muszę je opuścić, kuwa no… (chlip!) Moje życie straciło sens…(pociągnięcie nosem w celu pozbycia się szpika). Och, Cukerro, Cukerro! Kaj żeś Ty jest, Cukerro?! (szloch) Martita miała być ciocią! Toż to Ciążyk zaciążył! (zawodzenie) Tyle wspaniałych chwil nas czekało! Tylu Snickersów i chrupków cebulowych nie zjadłyśmy! (łkanie) Kuwa no! (spazmy) Ja nie chcę bez nich żyyyyć! (kwilenie)

Mama mi od małego mówiła, żeby nie pisać bloga na bani…:D Ale co tam, bezrobotna jestem, bez obowiązków, to se mogę, a co!

Zaiste, prawdziwie kozia pogoda. Bo od takiej pogody to kozy w nosie rosną jak na drożdżach. I należy stosować palucha – grzebalucha. A następnie paluchy – kulkolepy, których wynikiem pracy są wdzięczne kozie kulki służące do strzelania „tak o”. O!

Ale jest pozytywnie. Przed chwilą wytrąbiłam kubek parującej, gorącej czekolady z odrobiną kawy i kostką czekolady w dodatku. Czekolada moim życiem. Mogłabym żyć bez wody i bez powietrza, ale nie bez czekolady. Gotujący, jeśli to czytasz, to wymyśl jakiś przesłodki czekoladowo-czekoladowy deser z czekolady z polewą czekoladową, to z pewnością wykonam go raz – dwa! Czekolada. Piękne słowo. Brzmi dumnie. Już chyba nie macie wątpliwości, jakie imię będzie nosiła moja córka?:D
Wakacje w pełni… W ramach wakacyjnych rozrywek rozmrażam dziś lodówkę. Boże, jestem taka szalona! Hmm, w sumie to ta lodówka to taka mniejsza Grenlandia. Albo raczej większa:D Lodu ci u mnie dostatek. Plus jest taki, że w tym lodzie znalazłam kiełbaskę, którą zrobił mój Szanowny Padre:D Amciu, amciu!
No i wczoraj znów byłam na Zaćmieniu z Aś i Teś i było cuuudnie, bosssko i znów się śliniłam, płakałam i cieszyłam:D Teraz szukam kogoś, kto jeszcze raz ze mną pójdzie:D
Ale, ale! Mój animowany czytelniku! Czytaj uważniej! Aś u mnie była! Tak, proszę państwa, po raz drugi mnie nawiedziła! Nagadałyśmy się, nadrobiłyśmy prawie dwumiesięczne niewidzenie się i teraz na dwa miesiące mam ją z głowy. Hehe, to był taki niewybredny dżołk:D Kocham ją i tęsknię za nią cały czas na okrągło i kwadratowo:*
No nic, idę do lodówki, wzywa mnie, jej soki zalewają mi kuchnię:D 

„…w szkole, kiedy kumple sprzedawali narkotyki, ja marzyłam, by sprzedawać kolorowe gumki, pyki…”

Hehe, alternatywna wersja Comy:D

Niemniej, spinkowe wygnanie trwa… Rozdzielono mnie tak brutalnie z mymi kamratkami z rolet i futrzaków… Ból straszliwy! z racji, że kobiety są 3 razy bardziej odporne na ból i ogólnie wytrzymałe niż mężczyźni (cicho, męski mięczaki, nie buntować się w trakcie mojej wypowiedzi, jeśli któryś z was pragnie uzasadnienia, to proszę wystosować prośbę, rozpatrzę ją w ciągu 14 dni roboczych), otarłam łzy, osuszyłam oczy i wyprostowawszy się godnie, z głową dumnie uniesioną zasiadłam w swym Spinkowym Królestwie (heh, jakie długie to zdanie wyszło! Jeszcze trochę ćwiczeń i będę pisała całą notkę jednym zdaniem, jak rodowita córka Sienkiewicza). Na początku nie było łatwo. Oj nie. Tęsknota przeszywała mnie do szpiku kości, serce omdlewało na widok drogich Cukrzyków i Ciążyków. Byłam zmuszona (ześwierczona) przestać rozczulać się nad sobą i odeprzeć atak świerszczy, które uskuteczniły ucieczkę ze sklepu zoologicznego i zamelinowały się u mnie. A potem atak dziwnych zmutowanych much z grubymi nogami. Zaczęłam jednak dostrzegać jaśniejsze aspekty zaistniałej sytuacji. Mam możliwość podziwiania ślicznych pup i Rowów Mariańskich emerytek mierzących buty w sklepie obuwniczym naprzeciwko.Moją rozrywką (oprócz jedzenia, wciągania, pochłaniania,wpychania i wtranż/rzalania – jam jest Pochłaniacz Wielki Nienasycony) jest układanie planu kradzieży peruki z manekina w Triumphie. Panie nie pozwalają mi jej przymierzyć mimo usilnych próśb i gróźb. No to knuję. No i robię starszym panom zdjęcia z roznegliżowanymi manekinami z Triumpha – na ich prośbę! Stoją uśmiechnięci, a na ramieniu siedzi im kryzys wieku średniego.

Wiadomości z przedostatniej chwili:
1) Aś nie jest już studentką. Jest świeżo upieczoną Panią Licencjat. A ja jestem dumna ( napisz mi, czy pisze się wtranżalać czy wtranrzalać).
2) Kaś ostatnio wygląda kwitnąco. Ktoś jej chyba korzonki nawozem sypie (lizaka mi dziś kupiła, to muszę się jakoś odwdzięczyć:D) Z powodu jej kwitnięcia jestem jeszcze bardziej dumniejsza.
3) Mój brat zdał maturę!!! I teraz jestem już najdumniejsza z najdumniejszych! Zadzwoniłam do niego z gratulacjami i pytam:
- To co, oblewacie dzisiaj, ja?
- My już drugi dzień z rzędu pijemy i już nam się nie chce…
Ha, moja krew! Moja nacja, moja tonacja:D
I tym pozytywnym akcentem pożegnam się z Państwem. Dobraaaanoc:*

  • RSS