Jak czują się tygodniowe zwłoki, trącące już nutką padliny z domieszką psich odchodów? 


Jest źle… Heh, czas odpowiedni – Wielki Post, gorzkie żale przybyły końskim galopem i zaraz Was stratują na ciepło. Depresję mam. Przesilenie wiosenne czy coś. Wczoraj miał być dobry dzień, wreszcie zrobiłam COŚ, o czym myślałam już od dawna, z dumą wypisaną na twarzy i rosnącą misją zbawienia świata w sercu, wracałam w podskokach. Ale dzień skończył się marnie. Wolę sobie nie imaginować, jak skończy się ten dzień…

Gdyby nie ludzie koło mnie, chyba bym się rozpadła jak w wielkim zderzaczu atomów, rozpuściła w powietrzu. Takich ludzi dawno nie było… Heh, z tych ludzi tylko kilka osób wie o blogu:) Od września powiedziałam tylko Olkowi, patrzcie, jakam tajemnicza persona! Nieważne, nie muszą wiedzieć, jak bardzo są ważni:) Dzięki nim odrywam się od złego, wychodzę z mroku do świata żywych i nawet się śmieję i głupawki dostaję:) Tylko czasem, tak jak teraz, twarz piecze od za ciasnej maski… I płonę, a nie spalam się! A ja nie jestem cudownym krzakiem na pustyni, który mrugał do Mojżesza i kiedyś zostanie ze mnie mało praktyczna kupka popiołu…

Farfoclu, kiedyś Ci zazdrościłam, że tak intensywnie odczuwasz. Oj głupia ja, głupia ja…

No i nic. W tym całym moim dusznym smęcie podreptałam do Empika, żeby zobaczyć, jakie to Wizje Dźwięków ma Roguc. Słucham, piszę, piję herbatę i jakoś pocieszenia nie znajduję. Może zbyt powierzchownie szukam. Ba, mało mi było Wizji, (nienasycona ja!) więc stwierdziłam, że Coś Więcej Niż Muzyka się przyda i sięgnęłam po płytę Grubsona. Sama siebie nie poznaję… Co się ze mną wyrabia? Ja i hip-hop, dobre sobie… 

Marazm, stagnacja (więcej mądrych słów nie pamiętam i proszę o zbawienną pokutę i rozgrzeszenie), brak wizji, pożądania, skłonności…

Z tego wszystkiego zafarbowałam włosy na kruczoczarno, zarzuciłam grzywę na przekrwione oko, zapaliłam czarne świece i postanowiłam zostać Em(o/a)rtitą.

Żeby mi tak żyłka pękła…