Gdyby nie ludzie koło mnie, już dawno straciłabym zmysły… Górnolotnie poleciałam, ale to prawda… Mysz, Aga, Emi, Asia, Teśka, Sylviana, Sandik, Olek, Kasia i Ateista to osoby, którym naprawdę wiele zawdzięczam. Osób, które może w mniejszym stopniu, ale jakoś mnie wspierają, jest więcej, ale tu nie Licheń, żeby wymieniać wszystkich darczyńców i tabliczki z ich imionami wmurowywać pomiędzy monitorowe piksele… Dziękuję wszystkim, którzy mi pomogli, czasem nawet nie zdając sobie z tego sprawy…


Heh, teraz mam wrażenie, że to list samobójczyni… Bez obawy, życie jest piękne, choć aktualnie nie dla mnie (ahh, ten słodki egocentryzm!) Tak, walnęło się wszystko. Czasem nie mogę na Was patrzeć… A czasem czuję, że bez Was bym zniknęła…

No nic, jak to się mówi, trzeba żyć dalej. Próbuję być działająca, naprawdę próbuję, ale to jak pływać w rwącej rzece w pełnym rynsztunku… Nie myślę, nie czuję, chodzę, jem i czasem śpię, wykonuję jedynie egzystencjalne minimum… Ambicja skręca się z bólu, bo priorytety się rozbiegły po świecie i nie wróciły…

Ooo tak, ewidentnie jestem towarem uszkodzonym.