wszyscymogatojatez blog

Twój nowy blog

W nabitym tramwaju wiersz popełniony. Zaiste!

Wszystko mnie boli a-ja-ja-jej,

dla znieczulenia chcę wąchać klej.
Wpadła bomba do piwnicy,
klej schowała do spódnicy.
Mogą więc też być wasze skarpety,
one dostarczą nie mniejszej podniety.
Dylu-dylu na badylu,
mam skarpety z Czarnobylu.
To nie infekcje, choroby, wirusy,
jakby stwierdziły z „Housa” szajbusy.
O chorobę odrzucam podejrzenie,
to tylko malutkie zniechęcenia.
W końcu to nie sztuka zabić kruka,
ale sztuka całkiem świeża
gołą dupą siąść na jeża.
Mój jeż ma postać Puszczyka,
co po wydziale z teczką pomyka.
Przez niego mam twórcze męczarnie,
już wolę otworzyć piekarnię.
Na co mnie było to studiowanie?
Teraz co wieczór uprawiam szlochanie,
bo miś Koralgol wielki cham,
miał pół litra – wypił sam.
Teraz sobie smacznie śpi,
A ja robię kwi-kwi-kwi.
Srutu-tu-tu, majtki z drutu,
koniec narzekania,
czas się spiąć i wziąć do pisania!

Oto medytacje wiejskiego listonosza:D I moje, w połączeniu z dziecięcymi wyliczankami. Od dziś zaczynam kolekcjonowanie, jeśli ktoś pamięta coś z zamierzchłych czasów dzieciństwa, jeśli dla kogoś nie są one osnute gęstą wstęgą zapomnienia, to pisać, bo to jest kul:D Dobraaa, już sobie idę potworzyć coś bardziej sensownego. A tak na marginesie, jakie śmieszne słowo: „potworzyć”:) Idealnie pasuje do mojej potwornej pracy. No to idę potworzyć, upotworzyć, spotworzyć i obtworzyć:D Baj, misie Asie, misie Fele, misie Kasie konfacele!

Ha! Taki opis dałam sobie dziś na GG. I co? Po angielsku DŻI-AJ-DŻO, po polsku JA-JO. Drodzy miłośnicy mojej twórczości, wiekopomny dziś dzień. Taaak, 21. 07. 2010. Proszę sobie zapamiętać. Otóż:


JESTEM BEZROBOTNA.

Nie, nie, nie! Otrzyjcie łzy, utulcie żale, usuńcie gorycz z serc Waszych! Kochani! Bezrobocie piękna sprawa. Nawet tak niespodziewane. Spójrzmy, co kryje się w tym słowie: wcale nie smród starego moczu,  nie zaschnięte ekskrementy w gaciach, nie karton na chodniku ani nawet stukot zbieranych puszek! O nieee! Proszę Państwa, takie rozumienie tego wzniosłego słowa jest prymitywne! Troglodyckie! Barbarzyńskie! Czytelniku, zatrzymaj się na chwilę, poddaj to głębszej refleksji i zastanowieniu. Tak właśnie. Uwolnij wyobraźnię. Bezrobocie. BEZROBOCIE. BEZ-RO-BO-CIE. Co ukazało się przed Twoimi oczami? Tak! Oto ptak szybujący po bezkresnym niebie! Oto wiosenny deszcz, niosący życie po niszczącej zimie! Oto tlen docierający do zmęczonych komórek! Wolność! Niezależność! Swoboda! Niezawisłość! Samodzielność! Samostanowienie! Niepodległość! AUTONOMIAAAA! Tak, bezrobocie piękna sprawa, nie ma nad czym debatować. Bezrobocie byłoby idealne, gdyby nie jeden mały szkopuł. Nie daje pieniążka. Ani dwóch pieniążków. I co teraz, co robić w tych naszych kapitalistycznych czasach? Wyjść jest kilka, choć nie wszystkie legalne i moralne. W Lottka nie wygram, bom ynteligenta. Ciała swego sprzedawać nie będę, bo to grzech, poza tym nikogo nie byłoby na nie stać. Chyba więc zacznę szukać innej pracy. Albo przejdę na dietę wysokowapniową i będę lizać ściany i obgryzać tynk:D To podobno dobrze robi na cerę:D 

Tak. Jestem wolna. Niezależna. Swobodna. Niezawisła. Samodzielna. Niepodległa. Autonomiczna. I zrozpaczona.
 
Kuwa no. Zostałam zdegradowana. Cieszę się, że nie będę musiała oglądać tego śmierdzącego CH. Ale już nie jestem Queen of Spinka!!! Mój Boże, tak nagle pozbawiono mnie berła! Korony! Królestwa! Co tam, i tak tego nienawidziłam, nigdy w życiu nie założę żadnej spinki. Ani gumki. Nawet podczas dźigi-dżigi:D Bądźmy jednak poważni. Co z moimi kamratkami (jakby to powiedziała Cukrzyk)? Muszę je opuścić, kuwa no… (chlip!) Moje życie straciło sens…(pociągnięcie nosem w celu pozbycia się szpika). Och, Cukerro, Cukerro! Kaj żeś Ty jest, Cukerro?! (szloch) Martita miała być ciocią! Toż to Ciążyk zaciążył! (zawodzenie) Tyle wspaniałych chwil nas czekało! Tylu Snickersów i chrupków cebulowych nie zjadłyśmy! (łkanie) Kuwa no! (spazmy) Ja nie chcę bez nich żyyyyć! (kwilenie)

Mama mi od małego mówiła, żeby nie pisać bloga na bani…:D Ale co tam, bezrobotna jestem, bez obowiązków, to se mogę, a co!

Zaiste, prawdziwie kozia pogoda. Bo od takiej pogody to kozy w nosie rosną jak na drożdżach. I należy stosować palucha – grzebalucha. A następnie paluchy – kulkolepy, których wynikiem pracy są wdzięczne kozie kulki służące do strzelania „tak o”. O!

Ale jest pozytywnie. Przed chwilą wytrąbiłam kubek parującej, gorącej czekolady z odrobiną kawy i kostką czekolady w dodatku. Czekolada moim życiem. Mogłabym żyć bez wody i bez powietrza, ale nie bez czekolady. Gotujący, jeśli to czytasz, to wymyśl jakiś przesłodki czekoladowo-czekoladowy deser z czekolady z polewą czekoladową, to z pewnością wykonam go raz – dwa! Czekolada. Piękne słowo. Brzmi dumnie. Już chyba nie macie wątpliwości, jakie imię będzie nosiła moja córka?:D
Wakacje w pełni… W ramach wakacyjnych rozrywek rozmrażam dziś lodówkę. Boże, jestem taka szalona! Hmm, w sumie to ta lodówka to taka mniejsza Grenlandia. Albo raczej większa:D Lodu ci u mnie dostatek. Plus jest taki, że w tym lodzie znalazłam kiełbaskę, którą zrobił mój Szanowny Padre:D Amciu, amciu!
No i wczoraj znów byłam na Zaćmieniu z Aś i Teś i było cuuudnie, bosssko i znów się śliniłam, płakałam i cieszyłam:D Teraz szukam kogoś, kto jeszcze raz ze mną pójdzie:D
Ale, ale! Mój animowany czytelniku! Czytaj uważniej! Aś u mnie była! Tak, proszę państwa, po raz drugi mnie nawiedziła! Nagadałyśmy się, nadrobiłyśmy prawie dwumiesięczne niewidzenie się i teraz na dwa miesiące mam ją z głowy. Hehe, to był taki niewybredny dżołk:D Kocham ją i tęsknię za nią cały czas na okrągło i kwadratowo:*
No nic, idę do lodówki, wzywa mnie, jej soki zalewają mi kuchnię:D 

„…w szkole, kiedy kumple sprzedawali narkotyki, ja marzyłam, by sprzedawać kolorowe gumki, pyki…”

Hehe, alternatywna wersja Comy:D

Niemniej, spinkowe wygnanie trwa… Rozdzielono mnie tak brutalnie z mymi kamratkami z rolet i futrzaków… Ból straszliwy! z racji, że kobiety są 3 razy bardziej odporne na ból i ogólnie wytrzymałe niż mężczyźni (cicho, męski mięczaki, nie buntować się w trakcie mojej wypowiedzi, jeśli któryś z was pragnie uzasadnienia, to proszę wystosować prośbę, rozpatrzę ją w ciągu 14 dni roboczych), otarłam łzy, osuszyłam oczy i wyprostowawszy się godnie, z głową dumnie uniesioną zasiadłam w swym Spinkowym Królestwie (heh, jakie długie to zdanie wyszło! Jeszcze trochę ćwiczeń i będę pisała całą notkę jednym zdaniem, jak rodowita córka Sienkiewicza). Na początku nie było łatwo. Oj nie. Tęsknota przeszywała mnie do szpiku kości, serce omdlewało na widok drogich Cukrzyków i Ciążyków. Byłam zmuszona (ześwierczona) przestać rozczulać się nad sobą i odeprzeć atak świerszczy, które uskuteczniły ucieczkę ze sklepu zoologicznego i zamelinowały się u mnie. A potem atak dziwnych zmutowanych much z grubymi nogami. Zaczęłam jednak dostrzegać jaśniejsze aspekty zaistniałej sytuacji. Mam możliwość podziwiania ślicznych pup i Rowów Mariańskich emerytek mierzących buty w sklepie obuwniczym naprzeciwko.Moją rozrywką (oprócz jedzenia, wciągania, pochłaniania,wpychania i wtranż/rzalania – jam jest Pochłaniacz Wielki Nienasycony) jest układanie planu kradzieży peruki z manekina w Triumphie. Panie nie pozwalają mi jej przymierzyć mimo usilnych próśb i gróźb. No to knuję. No i robię starszym panom zdjęcia z roznegliżowanymi manekinami z Triumpha – na ich prośbę! Stoją uśmiechnięci, a na ramieniu siedzi im kryzys wieku średniego.

Wiadomości z przedostatniej chwili:
1) Aś nie jest już studentką. Jest świeżo upieczoną Panią Licencjat. A ja jestem dumna ( napisz mi, czy pisze się wtranżalać czy wtranrzalać).
2) Kaś ostatnio wygląda kwitnąco. Ktoś jej chyba korzonki nawozem sypie (lizaka mi dziś kupiła, to muszę się jakoś odwdzięczyć:D) Z powodu jej kwitnięcia jestem jeszcze bardziej dumniejsza.
3) Mój brat zdał maturę!!! I teraz jestem już najdumniejsza z najdumniejszych! Zadzwoniłam do niego z gratulacjami i pytam:
- To co, oblewacie dzisiaj, ja?
- My już drugi dzień z rzędu pijemy i już nam się nie chce…
Ha, moja krew! Moja nacja, moja tonacja:D
I tym pozytywnym akcentem pożegnam się z Państwem. Dobraaaanoc:*

3 komentarzy

Smutno mi;( Ogólnie i bo tak;(

Pierdolony dryf.

Zastanawiam się nad zmianą orientacji. Lesbiją chyba będę. Albo co najmniej biseksem.

Ja chcę na Alaskę. Chcę mieć chałupę zakopaną po okna w śniegu, w środku kominek i nieskończone zapasy wina i czekolady. W ramach rozrywki będę sobie odśnieżać dach i posypywać solą schody. I będę hodować pingwiny (w początkowym natchnieniu miały być króliki, ale tam by chyba nie wytrzymały, chyba że są takie specjalne króliki polarne) i dzikie białe niedźwiedzie. I będę chodzić w futrze z pingwina, będę jeść ich mięso, a z reszty zrobię sobie biżuterię. Spać będę na miśku, bo to będzie mój prywatny grzejnik, duży, miękki i ciepły. Tylko ja i niedźwiedź, Tadeusz imię jego będzie brzmiało. I będę mieć w dupie wszystkich i wszystko, i będę tylko ja i moje pingwiny i niedźwiedzie, a odezwę się tylko raz na jakiś czas do jakiegoś zabłąkanego Eskimosa.
A Ola będzie hodować kozy w Mozambiku i tam będę jeździć na zimowe ferie.

„nie wiem więcej niż kiedyś wiedziałam, odpowiedzi na pytania nigdy nie poznałam” To znaczy, że jestem zbędnym ogniwem chorej ewolucji, o!

Transwestytą też mogę być.

Było piknie:) Na koncercie Comy, rzecz jasna:) Ahhh… Gdyby nie moje spuchnięte kolano wielkości półdupka pawiana byłoby jeszcze wspanialej, no ale ja zawsze muszę się uszkodzić w najbardziej nieodpowiednim momencie, to taka wada oprogramowania. Jazda na rolkach nie jest bezpiecznym sportem, oj nie. Wrócmy jednak do głównego tematu.
Kocham tego Roguca i tyle. On mnie też, tylko jest nieśmiały. Na następnym koncercie już mi się oświadczy:D
Ale było piknie! Nigdy nie przypuszczałam, że zdeptane stopy, poobijane ręce, plecy i nerki mogą dać tyle radości. Nie wiedziałam również, jakim cudnym uczuciem jest być mokrym od potu swojego i kilkudziesięciu innych ludzi; jak ich odpychasz w koncertowym uniesieniu (i w lekkim strachu przed zmiażdżeniem), a ich pot się rozpryskuje na boki… I nawet podoba mi się to uczucie lepkości po wyjściu na zewnątrz. A już butelka zimnej wody ze stacji benzynowej – bezcenne. Ahhhh, co się ze mną dzieje, chyba młodnieję…:D Cudnie, cudnie, cudnie!
Kaś – kobieta biznesu, pracownica AKS-u, pokazała swe prawdziwe oblicze. To, że wydziera się głośniej od Roguca, to wiedziałam i byłam na to przygotowana. Ale żeby tak ją poniosło, że jak przysłowiowy Marcowy Zając pohasała w pogo… No, to był odważny czyn. Podziwiajmy ją wspólnie. Ta chwila zapomnienia kosztowała ją 3 dziury na zebrze. Koszulce zebrze. Ale Kaś sprytną bestią jest i sobie poradzi (jeśli Ania nie zauważy);P   
Niemniej, po koncercie moje kolano przypomina już całą dupę pawiana.
Miałam jeszcze napisać coś mądrego…
Aha. Było cuuuuudnie:)

Dziś się dowiedziałam, że mojemu Tesiakowi się nudzi. I z tego oto powodu publikuję kolejną notkę, aby jej się nie nudziło, aby poczytała mądre rzeczy, przemyślała i wzbogaciła swe zacne wnętrze. Bo ona tu buszuje, okazało się! Tylko tak niepostrzeżenie jak Marcowy Zając:)

I notka ta jest wyrazem mej czystej miłości do niej. Bo ja jestem pozytywna, kocham ludzi i zwierzęta i czekoladę i wszystko co słodkie, to trochę miłości lesbijskiej skierowanej w stronę Tesiaka też się znajdzie. Teśśś, oficjalny blogowy kusiol dla Ciebie :* (poczułaś, jak liznęłam Cię po policzku?) Wierzę w Ciebie maleńka ma:*

I notka ta jest też wyrazem mojego buntu. Ano tak. Ja się nie dam, oj nie. Nikt mi nie będzie mówił, że nie mam w sobie radości życia. Bo mam. Tylko naszą swojską, polską radość życia. Jestem jak rakieta patrjot:D Mazurek Dąbrowskiego w sercu mi gra, tamtarara-tam-tarara, tamtara-ra-ra-ra…:D Wieczny uśmiech na twarzy, radosne szczebiotanie i idealny makijaż to nie dla mnie. Ja nie chcę być jak lale, co wyglądają, jakby nie robiły kupy (cytat z Betty:). Kupę robię, owszem, nie wstydzę się. Kupa rzeczą ludzką jest. Ale nie miało być o kupie, tylko o radości życia.
Nie powiem, czasem mnie roznosi i hopam sobie - tak wyrażam ciałem, gestem i mimiką, że się cieszę. Jednak czasem mam potrzebę innego wyrażenia swej radości, w sposób typowo polski. I wtedy narzekam, jęczę, jojczę i kulam się po podłodze. Ta moja radość przyjmuje bardziej subtelne formy i wyraża się w rozmazanym makijażu i wiszącym szpiku u nosa. Zachowanie takie jest wynikiem romantycznej i smętnej strony mojej duszy. A tak, jestem siostrą Wertera i nieślubną córką Gustawa z Dziadów i lubię jak pada deszcz, jest mokro i wilgotno, lubię pocierpieć, czuć ból istnienia i wewnętrzne rozdarcie, bo wtedy wiem, że żyję. I dzięki temu potrafię docenić małe codzienne radości.
A jak ktoś ma inny pogląd na tę kwestię, niech sobie założy gumkę od słoika na głowę, żeby mu nie pękła.

Wiosna! W! I! O! S! N! A! Wioooosnaaaaa! Słońce, trawa i krokusy, czyli wiosna jak się patrzy!:D Rzekłabym: wiosna że heeeej!:D
Dusza ma się raduje,
gdy ciepłą wiosnę poczuje!
Pięknie jest:D Oł jeeeee!

Z powodu tej wspaniałości pogodowej zrobiłam sobie dziś spacerek. Ano tak. Tato kazał mi kupić jakieś tarcze do szlifowania czy czegoś tam, więc jako posłuszna córka poszłam dokonać zakupu. Wcale nie zostałam do tego zmuszona, wcale…
Tato: „Idź po tarcze! Masz wrócić z tarczami!”
Ja (dowcipnie miało być) „A mogę na tarczy?”
Tato: „Możesz na tarczy! Możesz nawet pod tarczą! Tylko nie pokazuj się bez!”
Mój tato naprawdę mnie kocha. Tylko nie potrafi okazywać uczuć;D Jak wracałam, nie omieszkałam do niego zadzwonić i poinformować, że je mam, że trochę ciężkie, że zwichnęło mi bark, ramię, przedramię, nadgarstek i paliczki… I na delikatną aluzję, że trochę, ale tylko trochę czuję się wykorzystana, otrzymałam odpowiedź: „Jesteś moim murzynem, nie masz prawa czuć się wykorzystana”.
Czy on naprawdę mnie kocha?:D

Tak czy inaczej, spacerek miałam. Oczywiście, jak to ja, oblazłam wszystko dookoła, jakżby inaczej. Mam orientację przestrzenną, tylko ukrytą w środku:D Głęboko!:D Najgorsze jest to, że  tak sobie szłam, wytyczyłam trajektorię podróży i zadowlona z siebie maszerowałam poboczami głównych ulic jak, nikogo nie obrażając, rumuńskie dziecko. Moja duma i samozadowolenie opadały proporcjonalnie do wydłużającego się spaceru. A taka byłam szczęśliwa, że znalazłam najkrótszą drogę:D

Nieważne, tańczmy, skaczmy i śpiewajmy, wiosna jest:D Tańczymy labado, labado, labado…:D 


  • RSS